Uwaga na blogu mogą się pojawiać wulgaryzmy i treści erotyczne.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Chapter II

-Ale mamo!!!!....Muszę??-krzyknęłam zła .
-Tak musisz.-powiedziała moja matka z pełną powagą.
Czyli już postanowione. Moja mama jest bardzo uparta i nie przekonam jej.
-Ale czemu nie mogę zostać w domu?-wiem że i tak nic nie wskóram, ale zawsze można spróbować, no nie?
-Alex...nawet mnie nie denerwuj...Chyba wiesz jak się skończyło poprzednie, zostawianie ciebie samej w domu.-no tak, pamiętam. Zrobiłam wtedy niezłą imprezę. Było ok. 100 osób. Było super.
-No ale teraz będzie inaczej!-broniłam się.
-Chciałabym ci wierzyć...Przykro mi, jedziesz z nami.
Wkurwiona wróciłam do pokoju. Czemu oni mi to robią?? Ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę to na wyjazd z moją kochaną rodzinką do Hiszpanii do naszej ciotki.
Najchętniej bym ją zaczarowała żeby nie jechać, ale nie da rady. Bo moja mama piję specjalną herbatę, przez nią nie mogę używać na niej magii.
Założyłam moją kamizelką i teleportowałam się w moje miejsce. Kiedy już tam byłam usiadłam wygodnie w miękkim fotelu i zaczęłam rozmyślać.
Tak naprawdę tylko tutaj mogę się wyciszyć i poukładać myśli. Przychodzę tutaj odkąd skończyłam 14 lat.
Kocham to miejsce. Przesiaduje tutaj jak jestem zła, smutna, lub jak potrzebuję się odizolować od świata i po prostu zamknąć się w czterech ścianach. Pamiętam jak odkryłam to miejsce. Miałam zaledwie 13 lat, szłam wtedy z Nancy. Ehh, ta głupia suka. Jak ja jej nienawidzę. Dobra wracając do historii. Szłyśmy wtedy przez las. I gadałyśmy wtedy o szkolnej dyskotece, na którą się wybierałyśmy. Wtedy coś przykuło moją uwagę. Była to drewniany dom na drzewie. Blondynka nawet nie zwróciła uwagi, że w pewnym momencie przestałam ją słuchać i gapiłam się w jeden punkt.
-No wiesz...powinnyśmy mieć takie piękne różowe suknie. Moja mama mogłaby nam je załatwić, bo ma przyjaciółkę która jest krawcową....-to było ostatnie słowa które do mnie dotarły. Potem już się całkowicie wyłączyłam.
Po tym dniu spędzonym w lesie. Zapomniałam o domku. Nawet nie przychodziłam tam za często.
Pewnego dnia, w moje czternaste urodziny, nogi poniosły mnie do wcześniej wspomnianego lasku. Byłam wtedy zła na mamę. Wyrządziła mi przyjęcie jak dla jakiegoś dziecka. I to jeszcze z różowymi dekoracjami. Bleee. Szłam leśną drogą. Gałęzie łamały się pod moim ciężarem. Nagle dotarłam do dawnego miejsca gdzie znajdowała się chatka na drzewie. Postanowiłam użyć magii. Za pomocą czarów uniosłam się ponad ziemię. Leciałam jakieś 2 metry nad ziemią. Wylądowałam na jego dachu. Kiedy weszłam do środka przez wielką dziurę, od razu wiedziałam, że to będzie moje miejsce.
I oto cała historia tego domku. Od tamtej pory przychodzę tutaj, jak mam doła, jak jestem zła, lub z innych powodów.
A wiecie jaka jest największa zaleta przesiadywania tutaj? Że nie ma tutaj zasięgu :D I nikt nie może się do mnie dodzwonić. Jest tutaj cisza i spokój.
Dobra. Wróćmy do powodu dla którego tu jestem.
Nie chcę jechać na głupi wyjazd. Co ja tam będę robić? Chodzić z moją rodzinką po mieście i słuchać głupich Hiszpanów?
Uhhh, nie chcę zostawiać mojego domku....ogólnie tego miasta nie chcę zostawiać. Mimo wszystko ile się tutaj wydarzyło. I tak kocham to miasto i nie chcę się z nim rozstawać.
A może ten wyjazd dobrze mi zrobi? Może właśnie tego potrzebowałam? Odpocząć od Wolverhampton?
Odpocząć od wspomnień z nim związanych?


======================================================================
W końcu napisałam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz