Uwaga na blogu mogą się pojawiać wulgaryzmy i treści erotyczne.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Chapter III

-Pasażerów lecących lotem #496 proszono o stawienie się przy wejściu odpraw.
Usłyszałam przesłodzony głosik stewardessy z oddali.
-Alex zbieramy się, to nasz lot.- oznajmiła mama, która już stała razem z resztą rodziny.
Ja nadal siedziałam na plastikowym siedzeniu i przypatrywałam się jej martwym wzrokiem. Niechętnie odkleiłam swój tyłek z krzesełka. Chwyciłam w dłoń bilet, natomiast w drugiej ściskałam rączkę swojej walizki. Powoli szłam w wyznaczone miejsce tuż za rodzicami i braćmi.
-Nie musisz być tak źle nastawiona do tej podróży.- zagadnął do mnie tata- Zobaczysz jeszcze ci się tam tak spodoba że nie będziesz chciała wracać.
Czy na pewno tak będzie? Szczerze bardzo w to wątpię. Niby z jednej strony chcę odpocząć trochę, ale też nie chcę spędzać dwóch miesięcy w durnej Hiszpanii. Co ja tam niby będę robić?
- Zgadzam się z twoim ojcem, jesteś teraz wielce obrażona na cały świat. Ale może spróbuj spojrzeć na to z zupełnie innej perspektywy. Poznasz nowych ludzi, może się nareszcie z kimś zaprzyjaźnisz...-ciągnęła by to dalej gdybym jej nie przerwała.
-Nie będę się tam z nikim zaprzyjaźniać!- warknęłam groźnie.
Nikt już się więcej nie odezwał ponieważ staliśmy już prawie przy samym początku kolejki do bramki.
-Bilety.- odezwał się wysoki szatyn który stał  sprawdzał bilety. Wziął je od nas wszystkich, skasował, po czym nam zwrócił.
Wyglądał na ok. 19 lat i był całkiem przystojny. Mimowolnie się do niego uśmiechnęłam, co od razu odwzajemnił. Niestety za długo nie utrzymaliśmy kontaktu wzrokowego, bo chwile potem zniknął mi z oczu. Zorientowałam się że zostałam wepchnięta do samolotu przez Justina.
-No idź że!- zdenerwował się lekko.
Gdybym potrafiła zabijać wzrokiem już dawno leżał by jak długi na podłodze. A może tak się da, kto wie trzeba by kiedyś poszperać w księgach zaklęć w domu.
Kiedy wszyscy siedzieliśmy wygodnie na swoich miejscach, usłyszeliśmy przesłodzony głos stewardessy w głośnikach: "Prosiłabym państwa o wyłączenie telefonów komórkowych lub włączenie trybu samolotowego. Dziękuję.". Na szczęście siedziałam przy oknie, więc może nie będzie aż tak źle. Chociaż sama myśl o tym że będziemy lecieć 7 godzin mnie dobija.
-Mamo patrz jaką fajną ulotkę kupiłem na lotnisku.-odezwał się podekscytowany Justin.- To spis najciekawszych miejsc wartych obejrzenia. Najbardziej w swojej konstrukcji zachwyciła mnie hiszpańska świątynia Sagrada Familia w Barcelonie w Katalonii o statusie bazyliki mniejszej. Uważana za główne osiągnięcie Antoniego Gaudiego...
Dalej go nie słuchałam bo włożyłam słuchawki do uszu. Widziałam że mama też raczej nie miała ochoty słuchać co on do niej nawija. No cóż trzeba sobie radzić.
Słucham już chyba od godziny kolejnej płyty zespołu Green Day. Zaczęłam robić się senna, więc owinęłam sobie o szyję poduszkę i oddałam się w objęcia morfeusza.

Obudziłam się z krzykiem. Nie pamiętam już co mi się śniło. Rozejrzałam się dookoła, mama gadała o czymś z Justinem, Max spał, a taty nie było na swoim miejscu. Zachciało mi się trochę pić, więc wstałam z miejsca i podeszłam do pojemnika gdzie mogłam bez problemu nalać sobie wody do kubeczka. Gdy już miałam wracać na miejsce z kubeczkiem pełnym wody, ktoś na mnie wpadł i wszystko się wylało.
- Ty debilu, patrz co zrobiłeś. -krzyknęłam na niego, patrząc na swoje mokre ubrania.
- Przepraszam Alex- szybko spojrzałam na mojego towarzysza, który nie wiedziałam skąd zna moje imię.
Przed sobą zobaczyłam dobrze mi znaną sylwetkę. Nie to nie możliwe. On jest chyba ostatnią osobą którą bym się teraz spodziewała zobaczyć.
- Co ty ro....- znowu bym krzyknęła, gdyby ten dupek nie zakrył mi ust ręką.
-Ćśśś.- szepnął mi do ucha nadal trzymając swoją obleśną łapę na mojej twarzy.
Szybko mu się wyrwałam i dostał porządnego plaskacza w policzek. Nigdy nie miałam okazji tego zrobić, co mnie teraz ucieszyło.Chłopak nawet nie zareagował na to. Co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, uśmiechnął się do mnie.
- Nie cieszysz się że mnie widzisz? Kotku tyle czasu się nie widzieliśmy, a ty mnie tak witasz?
- Przypomnij sobie czemu się nie widzieliśmy- czułam już że oczy pieczą mnie od łez.
-Słonko nie złość się. Ja nie chciałem cię zranić. To nie było tak jak ci się wydawało.
-A jak?-wydarłam się na całe gardło.- Jak było według ciebie?-powtórzyłam ciszej.
-Ja ci to wytłumaczę, obiecuję. Ale nie teraz, mam mało czasu. Po prostu mi zaufaj, proszę.- gdy spojrzałam w jego piwne oczy i nie mogłam nic na to poradzić, że uwierzyłam. Wiem jestem naiwna, ale żyje się raz. Jego oczy były takie hipnotyzujące. Nim się obejrzałam nasze twarze zaczęły się stopniowo do siebie przybliżać. Czułam jego ciepły oddech na swojej twarzy. Już nasze usta miały się złączyć w namiętnym pocałunku...

Nagle obudziłam się z przyspieszonym oddechem. Rozejrzałam się dookoła. Wszystko było inaczej niż w moim śnie. Tata gadał z facetem siedzącym obok niego, mama spała, Justin czytał książkę, a Max grał w jakąś grę na telefonie. W pewnym momencie spojrzał się na mnie.
-Wszystko w porządku?-zapytał troskliwie mój młodszy brat.
-Tak, tak wszystko dobrze.
Czyli to był znowu sen. Myślałam że się już skończyły, ale najwyraźniej się pomyliłam.
"Znowu się zaczyna"-szepnęłam cicho sama do siebie i westchnęłam wpatrując się tępo w szybę.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To taki spóźniony żart prima aprilis'owy- ten sen Alex. Rozdział miał być dokończony wczoraj ale już nie miałam siły nic wymyślić. A więc powracam z rozdziałami mam nadzieje, że na innych opowiadaniach uda mi się dodać chociaż po rozdziale w tym roku, hehe. Nie śmieszne. Dobra, więc do zobaczenia mam nadzieje niedługo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz